Menu

asdfghjkl

asdfghjkl, czyli ja i reszta świata

Historia ćpunki

natradzik

Historia ćpunki - taka historyjka.

Po niecałym miesiącu podczas wakacji rodzice wreszcie zauważyli ze coś jest ze mną nie tak. Nie żeby to wynikało z mojego zachowania, bo tym to się teraz kompletnie nie interesowali. Chodziło o pieniądze, które teraz coraz częściej znikały z naszego mieszkania. Potrafiłam cały dom przewrócić do góry nogami, żeby znaleźć flotę chodź na część działki. Na początku towar, załatwiał i kupował mi Marcin i reszta, ale w miarę czasu moje potrzeby stawały się coraz większe. Nie uznawałam tego za nałóg, brałam, bo chciałam i za każdym razem wydawało mi się, ze mogę przestać. Nigdy nie czułam, że coś mnie do tego zmuszało, oprócz mnie samej. Jednak, kiedy nie miałam, co wziąć robiłam się nerwowa i nie obliczalna. Nie obchodziło mnie to. Żyłam tylko z wieczoru na wieczór, kiedy to mogłam poczuć w sobie ten cudowny płyn. Kiedyś wróciłam do domu kompletnie zaćpana i zjarana. Rodzice myśleli, że to od alkoholu, bo także piłam. Dostałam od matki po mordzie. Zabrali mi kieszonkowe, pochowali pieniądze, zabronili wychodzić na dwór. Do końca wakacji siedziałam w domu. Jedynie, co pewien czas pod moje okno przychodzili znajomi podrzucając mi trochę narkotyków. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że już praktycznie nie mogę żyć, bez amfetaminy, heroiny, haszyszu, baki, marihuany.... Fatalnie się czułam. W moich myślach było tylko jedno.... NARKOTYK. Nie mogłam spać, jeść, strasznie schudłam. To, co dawali mi znajomi było za mało, ale w domu pod ciągłym okiem rodziców nic nie mogłam zrobić. Raptem, zaczęli się mną przejmować. A gdzie byli, kiedy wpadałam w to bagno? Co? Gdzie? Dlaczego pozwolili aby 10-cio letnia dziewczynka spotykała się ze starszym towarzystwem i brała narkotyki. Wtedy to ich przy mnie nie było... Zaczął się rok szkolny, a dla mnie wybawienie. Rodzice, ponieważ przez ostatnie dni robiłam to, co mi kazali znowu przestali się mną zajmować. Myśleli, ze to tak łatwo. Mamę wyrzucili z pracy, ale znalazła sobie nową. W prawdzie gorsza, ale zawsze to coś. Mimo to kłótnie wciąż się nasilały. Stawiałam się. Często przychodziłam do szkoły zaćpana i nawalałam na nauczycieli. Jeszcze częściej wcale do szkoły nie przychodziłam. Rodzice otrzymywali telefony, skargi i zażalenia. Bili mnie. Trwało to rok. Jakoś kombinowałam kasę. Podkradam rodzicom, roznosiłam ulotki, kradłam, pożyczałam... jakoś szło. Sprzedam już chyba połowę mojego pokoju, wynosiłam wszystko. Ale floty cały czas brakowało... Od tego nie ma ucieczki.

© asdfghjkl
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci